Sunday, December 27, 2009

***

B. - więc co będzie ?

S. - wierzę, że Jezus zabierze do nieba ludzi mieszczących się pod grzybem drzewa...



Thursday, December 24, 2009

instrukcja obsługi miesiąca grudnia...

...użyteczna zwłaszcza w drugiej jego połowie.


"Rzeźnik drzew" Pilipiuk

"Opowieści afrykańskie" Lessing

"Przygody Sherlocka Holmesa" Doyle

"Dzienniki" Gombrowicz

edit:

"Życie instrukcja obsługi" Perec

Sunday, December 13, 2009

część druga - widzenie ze snami: kolory

Ostatnio śnią mi się kolory. Bardzo ładne sny to. 


Dobrze jest. 

Sunday, November 15, 2009

Karolina miała szczęście..

Karolina miała szczęście do znajdywania przeróżnych rzeczy...

Jedyną rzeczą, której Karolina nie miała szczęścia znaleźć, to odrobina ciekłokrystalicznego szczęścia.. 

Sunday, October 11, 2009












"Zdrowy, wiejski pragmatyzm, który pozwala żyć długo i spokojnie."
zderzenie z przeszłością...

Tuesday, October 06, 2009

tak czasem bywa, że...

... nie ma potrzeby przekuwania słońca - zostawiającego co wieczór gorejący pomarańczem ślad na balonie unoszącym się nad miastem - w twór nieforemny i brzydki, skrępowany słowami ..

... nie ma potrzeby opisywania tych potężnych kasztanowców przy drodze rosnących, starych, zniszczonych.. wyglądających jak wielki żart ogrodnika, który dla hecy kiedyś posadził rośliny odwrotnie - koroną w dół.. 

... lepiej patrzeć niż pisać... 


...i bywa też czasem, że przypadkowa rada, jest tą ważniejszą np. "poczytaj"; 


dziękuję A. przestaję świrować.
czytam, obserwuję, słucham, nie piszę.

Tuesday, August 04, 2009

część pierwsza - widzenie ze snami: oczekiwanie

Czasem widuję się ze snami.
Na przykład wtedy gdy siedziałam na wysokim stołku barowym, gdzieś, pośrodku brudnego morza. Zaraz obok znajdowało się podobne krzesło, na którym stał dyrygent - człowiek żywcem wyjęty ze "sztuki" Kantora - ekspresyjnie kierujący falami. Szarobura toń o nieprzyjemnie mdlącym zapachu: gnijących ryb, wodorostów i śmieci, kryła dziesiątki albo setki maleńkich ciałek noworodków. Promienie słońca ginęły rozproszone w tumanach gęstych chmur, wiszących nisko - jakby tuż nade mną. Wszystkie detale zdawały się być pogrążone w oczekiwaniu i napięciu. Oczekiwaniu na co? Pozostawiona w absurdalnej sytuacji szukałam jakiejś zmiany: w gwałtownych ruchach mojego jedynego towarzysza - dyrygenta, w monotonnym chlupotaniu wody, czasem w rączce lub nóżce martwego dziecka, uniesionej spokojnym prądem. Czekałam, czekałam - jak wszystko wokół...